czwartek, 7 stycznia 2016

Nowe życie?


     Wiele razy próbowałem nie myśleć o tym co robię. Zawsze pragnąłem dorosnąć i przeprowadzić się do Londynu. Wszystko się zmienia, a nic nie pozostaje w naszym życiu stałe. Coś odchodzi, coś przychodzi. Zmiany na każdym kroku.
     Miesiąc temu tata starał się o wizę do USA, aby odwiedzić samotnego i chorego na raka kuzyna. Złożył papiery i wszystko szło dobrze, a nawet za dobrze. Kolega który razem z nim przystępował po wizę, namówił go aby wziąć udział w losowaniu obywatelstwa. Podobno takie coś zdarza się raz na 10 lat. Tata pomyślał: "A co mi tam". Wrzucił swój formularz. Po tygodniu przyszło zawiadomienie o wygranej. Wygraliśmy możliwość przeniesienia się do Nowego Jorku na stałe oraz darmowe przystąpienie do testu na obywatelstwo. To był jakiś obłęd!
     Wczoraj dostaliśmy wyniki testów. Każdy zdał. Rodzice byli bezrobotni więc przeprowadzka nie była dla nich problemem. Nic nas w Polsce nie trzymało, poza moimi siostrami bliźniaczkami. Postanowiły, że dokończą studia w kraju, a za dwa lata do nas dołączą w Nowym Jorku. Bajka. Jutro wylot. Zaczynam nowe życie. Nowa szkoła. Coś o czym marzę. 
     Stare życie nie było niczym przywiązującym. Ciągłe spóźnienia na lekcje, docinki innych uczniów, słabe oceny oraz "szkolny podział na klasy społeczne". Tam sportowcy, bogate dzieciaki, dzieci nauczycieli, ci inteligentni oraz zwykli szarzy ludzie jak ja. Zwykłe, mało interesujące życie nastolatka. Dno. Samotność. Muł i wodorosty.
     Nie mam hobby, przyjaciół a nawet komputera, gdzie paradoksalnie już 10 latki mają full wypas sprzęt: komputer, telefon oraz jakiś inny bardzo drogi gadżet. Aż mnie skręca z zazdrości. Do tej pory żyliśmy ze spadku po rodzicach taty, którzy zginęli w wypadku samochodowym. Spokojnie wystarczało na życie, ale choroba mamy pochłonęła większość spadku. Mama po licznych operacjach leżała w domu, tata opiekował się wszystkim i tak żyliśmy w niewielkim domku. Dwoje braci ożeniło się, jeden mieszka w Londynie a drugi w Rzymie, natomiast obie siostry studiują na AKP w Warszawie. Każdy z nich ma w sobie coś, ja mam tylko zdolność do popadania kłopoty albo nieciekawe sytuacje. Każdy ma głowę do nauki oraz wiele talentów, a ja? Umiem tylko teksty piosenek oraz znam dużo ciekawych filmów i książek. 
  Mam ogromną nadzieje na poznanie jakiegoś przyjaciela w nowym mieście. Co roku mam takie nadzieje. Niestety nie wiem czy ktoś chce poznać mnie i mieć mnie za swojego przyjaciela. Jestem tak zwyczajny, że nie mam w sobie nic interesującego.
     Jedna wielka niewiadoma. Muszę się spakować. Zawsze muszę wszystko zostawić na ostatnią chwilę, a później zapominam połowę rzeczy. Cały ja.
     Siedzę na łóżku i wpatruję się na okno. Odgłosy ulicy czasem mnie uspokajają. Jabłkowa świeca pali się na biurku, a cały pokój pachnie syntetycznym owocem. W nowym domu będę miał własny pokój, po wyprowadzeniu się rodzeństwa rodzice zdecydowali aby sprzedać ogromy dom i zamieszkać w bloku, z jednym pokojem. Oczywiście jedyną sypialnie zajęli rodzice, bo mama przecież nie będzie spała w salonie z kroplówką.
     Kuzyn załatwił nam nowy tani dom na Brooklynie. Stary magazyn przerobiony na nowoczesny dom w niskiej cenie. Tata za sprzedaż starego domu wykupił całe trzecie piętro tylko dla nas. Ma trzy sypialnie, dwie łazienki, salon, kuchnie, jadalnie oraz coś na kształt garderoby, ale przypomina to raczej korytarz pełen półek i drążków na wieszaki. Zamieszka z nami kuzyn taty, aby nie był sam. Nie jest biedny, więc dorzucił się do wykupu mieszkania, przez co stać nas na taką szybką przeprowadzkę.
     Wszystko będzie tam nowe, język, dom, szkoła, ludzie, jedzenie oraz kultura. Za tydzień jest zakończenie roku szkolnego. Zakończę pierwszą klasę liceum ze średnią 3,5. Rodzice nie są zadowoleni. Ja w prawdzie też, bo gdy się tylko dowiedziałem, że się przeprowadzamy przestałem poprawiać oceny. Zawaliłem kilka ważnych sprawdzianów, ale i tak już mi się to nie przyda. W NY zacznę nowe życie, zacznę się uczyć i może znajdę coś co chcę robić w przyszłości.
     Jak na razie to wszystko jest jedną niewiadomą. Już jutro nowe życie...?

1 komentarz: