sobota, 9 stycznia 2016

W pogoni za... No za czym?

     Obudził mnie przed południem przejeżdżający obok mojego nowego domu pociąg. Ostatni raz obudziłem się przed 5 rano i do tej pory spałem. Nie czułem się do końca wyspany, ale nie chciałem spędzić całego dnia w łóżku. Jestem przecież w Nowym Jorku! Nie mogę się doczekać aż gdzieś wyjdę, zobaczę okolicę a przede wszystkim nowy dom.
     Podniosłem głowę z ogromnej miękkiej poduszki i ujrzałem swój nowy pokój. Nie był duży ale też do małych nie należał. W nocy myślałem że mam jedno okno a tak naprawdę mam dwa, jedno było po prostu dobrze zasłonięte. Wstałem z łóżka i rozejrzałem się po pomieszczeniu. Duże dwuosobowe łóżko z granatową pościelą w śmieszne kocie głowy. Nad łóżkiem po obu stronach nad szafkami mocnymi wiszą złote kinkiety, takie w starym stylu, przypominające dwie świece. Trzy ściany są koloru zielonego, a jedna przy łóżku czarna. Po lewej stronie od łóżka znajduje się wejście do pokoju, a nad drzwiami czerwony napis EXIT. Po prawej stronie obok szafki nocnej znajduje się niewysoka półka na książki, a tuż obok niej wzdłuż przeciwnej ściany duże okno ze schodami przeciwpożarowymi. Centralnie na przeciw łóżka mam białe biurko, tablicę korkową, Ogromną szafę, która za miast drzwi ma lustra. Po lewej stronie biurka mam czarny fotel w białe plamki oraz dużą złotą lampę, w podobnej stylistyce co kinkiety. Przypomina mi ona nadziane na trójząb świece. Tuż nad awangardowym fotelem jest drugie okno, zasłonięte czarną roletą. Wszystkie drewniane meble są białe, łóżko czarne, fotel biurowy przy biurku jest bezowy.
     Idąc do drzwi zauważyłem, że do łóżka przyłączona jest mała sofa, na której leży spore pudełko a na nim list. Przez chwile się zastanawiałem czy widziałem to wczoraj, ale zdaje mi się, że ktoś musiał mi to przynieść z samego rana. W białej kopercie znalazłem bilecik, a na nim pisało:
 "Mam nadzieje, że ci się spodoba i będzie kompatybilne z twoim iPhone'm. Twój nowy numer jest opłacony na dwa lata w przód. Miłego korzystania. Wuj Erl."
     Rozdarłem czerwony papier i otworzyłem pudełko. W środku był nowy MacBook Pro oraz w kolejnej kopercie 100$ oraz nowa karta sim do mojego telefonu. Wow! Mam w końcu swój własny komputer. Położyłem go na biurku i poszedłem obejrzeć resztę domu.
    Naprzeciwko moich drzwi jest duża łazienka, a w niej czerwone kafelki, zaś czarne na podłodze. Duża wanna z hydromasażem, kibel, bidet, umywalka oraz kabina. Półki na których leżą śnieżnobiałe ręczniki, szlafroki z 6 rożnych kolorach, oraz rozmaite sole, płyny, szampony oraz leki...? Dziwne aby trzymać w łazience leki. W starym domu leki trzymaliśmy w kuchni. Dziwny zwyczaj amerykanów.
    Wychodząc z łazienki jest duży hol. Po lewej stronie nie ma już nic tylko duże okno z widokiem na ruchliwą ulice, zaś po prawej stronie dalsza część domu. Obok łazienki jest pokój gościnny podobnie umeblowany jak mój tylko bez biurka i w innej kolorystyce. Na przeciw drugiej łazienki jest pokój rodziców nie wiele większy od mojego z własną łazienką. Na końcu korytarza jest salon połączony ze ścianą pełną półek i szaf. Obok kuchnia i jadalnia oddzielone pół ścianką. Nad nią wiszą różne rośliny, a przeważają pelargonie.
    W poprzednim domu nie mieliśmy żadnych kwiatów, ponieważ tata nie umie się nimi zajmować, a mama nie miała na nie siły, więc całkowicie zrezygnowaliśmy z nich.Dom wydaje się większy od poprzedniego o dwa pomieszczenia. Dom pachnie nowością. Wszystko jest nowe, czyste i niezapełnione rzeczami, które ze sobą zabraliśmy. Najważniejsze zabraliśmy, a mniej ważne takie jak ubrania czy książki nadaliśmy przed wylotem pocztą.
     W kuchni spotkałem tatę robiącego jajecznicę. Przy dwuosobowym stole w kuchni siedział jakiś facet. Przedstawił się i poznałem, że jest to mój wuj. Podziękowałem mu za prezent a on tylko się uśmiechną. Chyba jest mało rozmowny. Usiadłem do stołu w jadalni i zjadłem śniadanie konfigurując telefon. Zauważyłem, że w jadalni stoi router, a na jego spodzie znalazłem hasło do internetu. To dobrze, już po śniadaniu będę mógł skonfigurować swój nowy komputer. A potem obejrzę okolicę. Ciekawe czy gdzieś tu w pobliżu jest jakaś siłownia? Może bym choć raz w życiu ją odwiedził? Przydałoby mi się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz